Zielona wyspa czy optyczne złudzenie? O rynku pracy w Polsce

W Polsce zaczyna brakować rąk do pracy. Powodem jest szybki rozwój gospodarczy połączony z niekorzystnymi zmianami demograficznymi. Od wielu lat zmniejsza się dopływ nowych, mało doświadczonych pracowników - absolwentów szkół i uniwersytetów. Wiele osób wyjechało zagranicę. Mamy więc rekordowo niskie bezrobocie, jedno z najniższych w Europie. Pomijając potencjalnie negatywne aspekty tego zjawiska, czy rzeczywiście sytuacja na rynku pracy jest u nas lepsza niż w większości krajów europejskich? Czy może jest to jedynie optyczne złudzenie z powodu przyłożenia niewłaściwej soczewki?

Zacznijmy od informacji pozytywnych - bezrobocie w ciągu ostatnich 12 lat znacznie spadło. O ponad połowę! I bynajmniej nie było to normą w UE doświadczonej kryzysem finansowym. Poniżej na czerwono zaznaczyłem polskie regiony (oprócz Warszawy odpowiadają województwom). Warto zauważyć, że bezrobocie w Wielkopolsce i w Warszawie należy do najniższych w całej Europie. Ogromna redukcja bezrobocia dokonała się na Dolnym Śląsku, który chyba w końcu ,,poradził” sobie z załamaniem przemysłu po transformacji.

Dlaczego pod tym wykresem miałoby się ukrywać coś więcej niż sukces? Wynika to z definicji bezrobocia i działania urzędów pracy. W Polsce łatwo jest ,,wypaść” z systemu i stać się osobą nieaktywną zawodowo. Wystarczy na przykład odrzucić ofertę pracy na ,,śmieciówkach”. Dodatkowo zasiłek dla bezrobotnych jest kwotą stałą niezależną od otrzymywanej wcześniej pensji (inaczej niż ma to miejsce w przypadku na przykład zasiłku macierzyńskiego). To oczywiście sprawia, że ludzie z bezrobocia chcą szybciej ,,uciec” niż w krajach, gdzie zasiłek jest uzależniony od poprzedniego wynagrodzenia. Może w takim razie lepiej badać poziom zatrudnienia zamiast bezrobocia? To jest wskaźnik, którego definicja jest bardzo jasna i spójna - procent pracujących w całej populacji.

Widzimy oczywiście bardzo silną korelację między zatrudnieniem i bezrobociem, ale jest także dużo obserwacji odstających.

Okazuje się, że z nielicznymi wyjątkami poziom zatrudnienia jest w Polsce zaskakująco mały biorąc pod uwagę stopę bezrobocia. Jest to fenomen dobrze znany ekonomistom. Częściowo wynika to z przyczyn, które podałem powyżej. Ale wydaje się, że istotny jest także czynnik kulturowy. Zobaczmy jak na tle Europy wygląda poziom zatrudnienia kobiet i mężczyzn. Najpierw zerknijmy na rok 2007.

Poziom zatrudnienia w Polsce dla obu płci wyraźnie odstawał nie tylko od Niemiec czy Skandynawii, ale też od Hiszpanii i Czech. Warto zwrócić uwagę na bardzo widoczny podziały w poszczególnych państwach: Niemcy wschodnie i zachodnie czy południe i północ Włoch.

Duży poziom zatrudnienia kobiet występuje jedynie w Skandynawii, Wlk. Brytanii i Niemczech

Obecnie różnice są znacznie mniejsze jeśli chodzi o mężczyzn, ale nadal widać bardzo duże zróżnicowanie w poziomie zatrudnienia kobiet. Mamy tu zapewne do czynienia albo z wyborem kobiet, które częściej chcą zostawać z dziećmi w domu, albo z brakiem możliwości wyboru kobiet, które nie mogą zostawić dzieci w publicznych żłobkach i przedszkolach. W każdym razie widać, że potencjał aktywizacji zawodowej mężczyzn jest bardzo nieduży (poza Polską wschodnią), natomiast pracować mogłoby zapewnie nawet kilka milionów kobiet więcej, o ile tego chcą i o ile stworzyłoby się im do tego odpowiednie warunki.

Spróbujmy zmierzyć się z pytaniem czy bezrobocie i zatrudnienie w Polsce są niskie czy wysokie. Co oznacza niskie lub wysokie? Znacznie odbiegające od przeciętnej unijnej. Wyobraźmy sobie oś, na której szeregujemy regiony według poziomu zatrudnienia. Zaczynamy od lewej strony, od najniższego zatrudnienia. W oparciu o takie dane można przyjąć jakąś definicję. Na przykład, że niskie bezrobocie mamy w pierwszych 25% regionów.

Regiony uszeregowane według poziomu zatrudnia, Polska przestaje być prymusem

Uważny czytelnik zauważy zapewne, że region regionowi nie równy. 4 milionowy Berlin ma większą wagę niż pół milionowy Luksemburg. Weźmy zatem pod uwagę także liczbę ludności. Wróćmy do naszej osi, na której mamy uszeregowane regiony według zatrudnienia. Tym razem sumujemy ich populację. Za regiony o niskim poziomie zatrudnienia uznamy te, w których mieszka łącznie mniej niż 25% ludności.

Uszeregowanie ważoną liczbą ludności. Zmiana rozkładu jest bardzo mała. Większość polskich regionów cechuje niski poziom zatrudnienia.

Interesująca jest zmiana takiego wskaźnika w czasie. Jeśli Polska rozwija się lepiej niż reszta Europy, to nasze województwa powinny ,,piąć się w górę”. Istotnie, dla większości regionów, widzimy taką tendencję wzrostową. Czyli jest dobrze, ale nie beznadziejnie.

Malkontent mógłby powiedzieć, że ten mało spektakularny wynik polskich regionów wynika z różnic kulturowych - mniej kobiet pracuje i częściej zajmują się one domem. Sprawdźmy zatem jak ma się sytuacja z poziomem zatrudnienia mężczyzn.

Biorąc pod uwagę jedynie zatrudnienie mężczyzn Polska jest europejskim średniakiem

Polska wypada przeciętnie, co jest w gruncie rzeczy wynikiem imponującym biorąc pod uwagę to, że 15 lat bezrobocie było na poziomie 20%. Podobnie jak dla zatrudnienia można porównać zmiany także tego wskaźnika. Tutaj polskie regiony wypadają bardzo dobrze, ale pozostaje pytanie czy na pewno jest to miara, który warto porównywać?

Wszystkie dane pochodzą z tabel Eurostatu, podobnie jak kontury krajów.